Przejdź do treści

Czytelnia

Generał z Carmagnola

  • ks. Marek Chmielewski
św. Jan Bosko
św. Jan Bosko

W zimowy, zamglony wieczór ks. Bosko czekał na pociąg na stacji w Carmagnola. Wszyscy podróżni skryli się przed zimnem w dworcowej poczekalni. Tymczasem ksiądz Bosko, jakby przeczuwając, że spotka go tutaj coś specjalnego, wyszedł na peron.

Z oddali dobiegły dziecięce głosy. Poszedł w ich stronę, prowadzony we mgle głośnymi rozkazami wypowiadanymi przez jakiegoś chłopca nieznoszącego sprzeciwu rówieśników. Kiedy dotarł do bawiących się, ci rozpierzchli się w popłochu na jego widok. Pozostał tylko nastolatek o zdecydowanym głosie. Zapytał: Kim ksiądz jest? Czego od nas chce? Ksiądz Bosko po kilku słowach przełamał lody nieufności i zdołał dowiedzieć się, że ma przed sobą Michała Magone, trzynastolatka osieroconego przez ojca, "generała" - przywódcę swych rówieśników z Carmagnola, nieroba z zawodu, jak sam siebie nazwał. To wszystko nie przeszkodziło księdzu Bosko dopatrzyć się dobra w głębi jego serca. Ponieważ właśnie nadjechał pociąg, wepchnął w rękę chłopca medalik z Niepokalaną i dodał: "Idź do twego księdza, powiedz mu, że ten, kto dał ci medalik, pragnie lepiej cię poznać".

Po kilku dniach na Valdocco naszedł oczekiwany list. W odpowiedzi ksiądz Bosko nawiązał kontakt z mamą Michała i zaproponował jej przyjęcie syna do oratorium.

Kiedy Michał stanął przed ks. Bosko, ten pozwolił mu wybrać dla siebie szkołę: zawodową lub gimnazjum i liceum.
- Jeśli taki chuligan jak ja, mógłby się poprawić, to...
- To co? - zapytał ks. Bosko?
- To chciałbym zostać... księdzem!

I tak Michał rozpoczął naukę w gimnazjum.

W oratorium dni biegły szybko. Michał był uosobieniem radości. Chłopcy z Valdocco szybko go polubili. Kochał dźwięk dzwonka na koniec lekcji, wprost nienawidził tego, który oznajmiał koniec poobiedniej zabawy i rekreacji. "Jakby go kto z armaty wystrzelił" - mawiał o nim ksiądz Bosko.

Miał odwagę zwracać uwagę kolegom, którzy nie przebierali w słowach, opowiadali sprośne żarty, gorszyli innych. Kiedyś nawet pobił się z rówieśnikiem z ulicy, bo tamten, mimo uwag, nie przestał bluźnić przeciw Bogu. Oddał się na służbę młodszym i słabszym, pomagał im słać łóżko, odrabiać lekcje, czyścić buty i sprzątać w pokoju.

Pod koniec 1858 r. ksiądz Bosko polecił swoim wychowankom, aby dobrze rozpoczęli nowy rok, bo być może dla niektórych z nich będzie to ostatni rok na ziemi. Michał przejął się tym bardzo. Zwłaszcza że w połowie stycznia nagle poczuł się źle. Mówił wszystkim, że to dawny ból w klatce znów powrócił. Ksiądz Bosko widział, jak chłopiec gaśnie w oczach. Zmarł około północy 21 stycznia 1859 r. Przed śmiercią prosił ks. Bosko: "Proszę powiedzieć kolegom, że czekam na nich w raju. Jezus, Maryja, Józef..."

Na przykładzie życia Michała widać bardzo dobrze, jak skuteczny w wychowaniu okazuje się system prewencyjny księdza Bosko. Magone jawi się nam jako sympatyczny chłopiec, typowy przedstawiciel swoich rówieśników. W odróżnieniu od Dominika Savio, który zawsze - to znaczy zanim trafił do Oratorium - był dobry i miał opinię świętego, Michał o swoją dobroć i świętość musiał walczyć. Jego batalia wiodła przez nawrócenie. Jego pierwszym etapem było zrozumienie, że prawdziwa radość nie pochodzi ze zwycięstwa na boisku, ale z przyjaźni z Chrystusem i czystego sumienia.

ks. Marek Chmielewski SDB

Autor

ks. Marek Chmielewski

Źródło

Magazyn Salezjański Don BOSCO (4/2003)


Udostepnij