Przejdź do treści

Czytelnia

Jaka miłość?

Niemal każdy rodzic uznaje, że najważniejsza w wychowaniu jest miłość. Sporo płomiennych słów o miłości wypowiadają również rodzice w domach dziecka do pozostawianych tam własnych dzieci. Potem ich nie odwiedzają, nie przychodzą...

Ich słowa pozostają w rażącej sprzeczności z czynami, z zaniedbywaniem i porzuceniem, ze złym traktowaniem. Ci ludzie bardzo przekonująco mówią o swej trudnej sytuacji życiowej i o braku warunków do opieki nad dzieckiem (mając na myśli warunki materialne i mieszkaniowe). Jednak prawdziwym powodem porzucenia dziecka jest brak innych warunków, warunków wewnętrznych, tj. brak gotowości do udzielenia miejsca w swym sercu, a przez to i w życiu własnemu dziecka.

Oczywiście zdarzają się przypadki, niestety coraz częstsze, gdy rodziny są w dramatycznej sytuacji i umieszczenie dzieci w placówce jest konieczne (np. bezdomność), ale jest to niewielki procent mieszkających tam dzieci. Zachowanie tych rodziców jest całkiem inne.

Nieszczęśliwie dla dzieci funkcjonuje opinia, w społeczeństwie, że oddać dziecko do adopcji to wstyd, a przetrzymywanie własnych dzieci w zakładzie, blokując mu szansę na życie, z przybraną rodziną, wstydem nie jest. Czy za takim postępowaniem kryje się miłość? Tak - wielka miłość własna rodziców.

Nie tylko w tych skrajnych okolicznościach i nie tylko wtedy widać, że miłość do dziecka bywa zawarta tylko w słowach. Okresem, gdy motywacje te są odsłaniane nieraz w sposób burzliwy, jest czas wchodzenia w dorosłość. Miłość, która wiąże i krępuje, nie jest prawdziwa. A krępują swe dzieci ci rodzice, którzy nie pozwalają im pójść własną drogą, czasem inną niż ich własna. Ci, którzy nadmiernie boją się o nie, o to, aby nie popełniły żadnego błędu; ci, którzy nie mogą znieść ryzyka, na jakie narażone jest ich dziecko, wchodząc w świat.

Największe trudności mają z tym wewnętrznym przyzwoleniem na samodzielność rodzice o tendencjach nadopiekuńczych. Warto wtedy sobie uświadomić, że nadopiekuńczość jest formą chronienia siebie; dzieciom przynosi zaś same szkody. Trudno znieść nam błędy i fałszywe wybory naszych dzieci, wybory, o których wiemy, że będą źródłem bólu i cierpienia. Jednak nadejdzie taka chwila, gdy musimy uznać, że nasza rola nie jest już pierwszoplanowa (na to był czas w pierwszych latach) w życiu dzieci i one same nie tylko mogą, ale muszą podejmować samodzielnie decyzje, a my możemy najwyżej pomóc leczyć rany. Ostatecznym sprawdzianem każdej miłości jest wolność. Tylko prawdziwa miłość daje wolność osobie, którą kochamy.

Źródło

Magazyn Salezjański Don BOSCO (4/2003)


Udostepnij