Przejdź do treści

Czytelnia

Listy wolontariuszy: Zabawa w chowanego

  • Katarzyna SternaUrodzona 12. lipca 1977 roku. Pochodzi z Józefowa w województwie mazowieckim. Skończyła studia pierwszego stopnia na Politechnice Białostockiej na kierunku architektura wnętrz i studia drugiego stopnia na Uniwersytecie Warszawskim w Centrum Studiów Latynoamerykańskich. W październiku 2011 roku wyjechała na roczną misję do Peru. Razem z Anną Kowalską pracuje jako wychowawca na placówce salezjańskiej w Calce.
fot. www.calcomaniak.blogspot.com
fot. www.calcomaniak.blogspot.com

Siedzę na zielonej trawie przed domem i patrzę na góry. Słońce bawi się z chmurami w chowanego. Majestatyczne Andy są doskonałą kryjówką dla białych obłoczków. Pięknie tu jest. Mieszkam pod samym niebem. Zaglądam Panu Bogu w okno. Rozmyślam. Dziś mijają trzy tygodnie od czasu mojego przyjazdu do Calki.

Mam wrażenie, że jestem tu już kilka miesięcy. To wszystko przez ten bagaż zmęczenia, niemocy, wzruszeń, małych radości i smutków. Pierwsze dni były trudne. Zapamiętanie imion dzieciaków wydawało mi się czymś nieosiągalnym. Zrozumienie tego co mówią graniczyło z cudem. Czasem musieli kilkanaście razy pytać czy mogą pograć w piłkę albo wstać wcześniej od stołu. Nie wiem kto się bardziej denerwował, ja czy oni. Codziennie rano budziłam się ze ściśniętym żołądkiem zastanawiając się co przyniesie dzień. Nie znałam zasad panujących w domu ani podziału obowiązków. Chłopcy wcale nie śpieszyli się z pomocą. Moja niewiedza była dla nich doskonałą okazją do wymigania się od pracy. Plan dnia, który miał mi dać przynajmniej odrobinę poczucia bezpieczeństwa okazał się na tyle elastyczny, że prawie bezużyteczny. Miałam ochotę wykrzyczeć Panu Bogu w twarz, że to nie tak miało być...

Siedzę na zielonej trawie przed domem i dziękuję Panu Bogu za góry. Dziękuję za słońce i za białe obłoczki. Dziękuję za moje dzieciaki: za Wilmera, który swoim gwizdaniem doprowadza mnie do szału; za Delię, która zawsze mówi, że to nie jej kolej na sprzątanie; za Miguela, który opowiada niesamowite historie; za Fran Diego, który wszystko wie najlepiej; za Geronimo, który chodzi z głową w chmurach; za Americo, który prawie się do mnie nie odzywa; za Alvaro, który nie wie, że Lima jest stolicą Peru. I za Juana Carlosa, który zamiast się uczyć czyta pod stołem gazetę.

Każdego dnia poznaję siebie. Walczę ze swoimi słabościami i przyzwyczajeniami. Uczę się podnoszenia z trudności i odnajdywania radości w najmniejszych rzeczach. Spotkanie z drugim człowiekiem jest dla mnie motywacją do wysiłku, do kroczenia ku świętości.

Siedzę na zielonej trawie przed domem i proszę Pana Boga aby nauczył mnie patrzeć Jego oczami, aby nauczył mnie słuchać Jego uszami. Proszę aby nauczył mnie kochać tak jak On.... bezgranicznie.

Katarzyna Sterna, Peru, Calca
1 grudnia 2011

Autor

Katarzyna Sterna
Urodzona 12. lipca 1977 roku. Pochodzi z Józefowa w województwie mazowieckim. Skończyła studia pierwszego stopnia na Politechnice Białostockiej na kierunku architektura wnętrz i studia drugiego stopnia na Uniwersytecie Warszawskim w Centrum Studiów Latynoamerykańskich. W październiku 2011 roku wyjechała na roczną misję do Peru. Razem z Anną Kowalską pracuje jako wychowawca na placówce salezjańskiej w Calce.

Źródło

Salezjański Ośrodek Misyjny


Udostepnij