Salezjanie Księdza Bosko w Polsce

"Piję, bo..."

7-8/2004
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
Rozmowa z Marią Pawłowską - specjalistą psychologii klinicznej i psychoterapii uzależnień.

Na temat alkoholizmu funkcjonuje tyle mitów i stereotypów, że sami chorzy niekiedy nie wiedzą, czym jest ta choroba. Jak zatem można ją zdefiniować?

Choroba jest złożona. Najpierw zmienia sposób myślenia człowieka, potem zachowanie, a dopiero na końcu cały organizm. Dlatego tak trudno ją rozpoznać i wyleczyć. Przedstawiając problem obrazowo, można powiedzieć, że to choroba utraty kontroli - to znaczy, że człowiek może nie pić (i to niekiedy dość długie okresy), ale jak już zaczyna pić, to pije więcej niż zamierzał. Jest to także choroba emocji, ponieważ osoba uzależniona najpierw pije, żeby się lepiej czuć, a później przychodzi czas, że musi pić, żeby się czuć w miarę dobrze. Po trzecie jest to choroba zaprzeczeń, w której nasilone są mechanizmy obronne i osoba, której dotyczy problem nie widzi go - tłumaczy się sama przed sobą i racjonalizuje.

A dlaczego mówi się, że jest to choroba całej rodziny?

Wszystko, co się dzieje z pijącym wpływa na zachowanie współmałżonka i na poczucie bezpieczeństwa dzieci. Potrzeby dzieci są niedostrzegane, bo nawet niepijący rodzic koncentruje się wokół problemu picia współmałżonka. Picie jednej osoby wpływa na funkcjonowanie wszystkich bliskich mu osób także od strony emocjonalnej. Rodzina zaczyna się izolować.

Czy problem kończy się z chwilą, kiedy alkoholik przestaje pić?

Zaprzestanie picia jest dopiero początkiem pracy nad zmianami w funkcjonowaniu. Trzeba nie tylko rozstać się z alkoholem, ale zacząć wpływać na swoje życie. Trzeba zauważyć straty, jakie się poniosło na poziomie emocjonalnym, duchowym, społecznym i nauczyć się żyć nie pijąc. To samo dotyczy niepijącego współmałżonka i dzieci. Trzeba nauczyć się żyć bez wpływu, jaki alkoholizm innych miał na ich życie. Często do tego potrzebna jest terapia, bo nawet jeśli dzieci z takich rodzin same nie popadają w uzależnienie, to schematy wyniesione z domów nie pozwalają dobrze funkcjonować w dorosłym życiu. Dlatego w placówkach leczących uzależnienia można znaleźć teraz pomoc także dla rodzin - dla współmałżonków i dzieci alkoholików. Nawet, jeśli takie dziecko ma już swoją rodzinę, dawno przestało być dzieckiem, nawet jeśli alkoholik już dawno nie żyje, to wcale nie znaczy, że problem przestał istnieć. Pozostał w sposobie życia, relacjach z innymi, wyuczonych zachowaniach i reakcjach.

Co powoduje, że człowiek, który spożywa tzw. "normalne ilości" alkoholu uzależnia się?

Popularny pogląd jest taki: Pijmy umiarkowanie i wszystko będzie w porządku. To nie jest jednak takie oczywiste, bo istnieje ryzyko, jakim jesteśmy objęci ze względu na podatność genetyczną pozostałą jak nie po rodzicach, to po dziadkach. Nie jest to specjalnie spopularyzowane, ale badania mówią, że jeśli w rodzinie był problem alkoholowy, to dzieci mogą się cztery razy szybciej uzależnić, niż ich rówieśnicy. Mało jest także działań, które prowadziłyby do wczesnego rozpoznawania uzależnienia i kierowania na leczenie, przy dużym społecznym przyzwoleniu na picie. Także na picie młodych.
Na o wiele szybsze uzależnienie od innych narażone są także osoby niedojrzałe emocjonalnie, zależne emocjonalnie, a także ze schorzeniami układu nerwowego.

A jeśli pije się wyłącznie alkohole niskoprocentowe, piwo, wino, to zmniejsza się ryzyko uzależnienia?

Piwo to także alkohol! To po prostu alkohol, który tak samo uzależnia, jak każdy inny.

Co powoduje, że młodzi i to coraz młodsi sięgają po alkohol?

Często są to wzorce wyniesione z domu. Jeśli rodzice piją (niekoniecznie nałogowo), to młodzież powiela takie zachowanie, taki sposób spędzania wolnego czasu. Poza tym alkohol jest takim "znieczulaczem", który zastępuje rozwiązywanie problemów. Pytanie tylko, na jak długo.

Jak powinno zareagować środowisko wychowawcze, jeśli młody człowiek zaczyna sięgać po alkohol?

Spróbować zorientować się w sytuacji w domu rodzinnym. Być może powodem będzie picie któregoś z rodziców. I niekoniecznie musi to być widoczne na zewnątrz. Rodzina może być z pozoru zdrowa, dobrze sytuowana, a problem mocno skrywany. Zresztą ta choroba mogłaby być scharakteryzowana jednym powiedzeniem: Wszystko jest w porządku. Bardzo się jej wstydzimy i robimy wszystko, żeby ją ukryć. Jeśli nie będzie można nawiązać porozumienia z rodzicami, można spróbować dotrzeć do źródła problemów tego młodego człowieka samemu. Młodzi ludzie, jeśli się nimi zainteresować, zapytać, to często mówią: Piję, bo... Ważniejsze jednak w tym pierwszym okresie jest rozpoznanie, jakie miejsce alkohol już zajmuje w życiu tego młodego człowieka, jak często po niego sięga, niż rozpoznanie przyczyn. Bo być może ważniejsze od problemów, będzie skierowanie do specjalisty i leczenie uzależnienia, a nie likwidowanie przyczyn sięgania po alkohol. Jeśli mamy już do czynienia z uzależnieniem, to w niczym nie pomoże zlikwidowanie jednego powodu picia, bo i tak zawsze znajdzie się następny.

A co z profilaktyką wśród młodzieży? Na czym powinna polegać?

Udzielanie wsparcia, którego nie znajdują w domu, poświęcanie czasu, to jest profilaktyka, która może ustrzec młodych. Oni bardzo często potrzebują po prostu wysłuchania ich problemów, zainteresowania się nimi. W naszym społeczeństwie niestety czeka się na katastrofę i wtedy zauważamy problem picia, tymczasem dotyczy on także tzw. "dobrych rodzin", czasami lepiej sytuowanych niż przeciętne. Myślimy, że jeśli nie ma ubóstwa i przemocy, to tam nie może być problemu alkoholowego. Tymczasem to nie jest prawda.

Jak się ustrzec przed uzależnieniem? Tylko całkowita abstynencja?

To trudne pytanie i oczywiście bardzo niepopularne jest stwierdzenie, że tylko abstynencja ochroni przed uzależnieniem. Jest to zbyt wysokie wymaganie. Jednak moja nauczycielka zawodu już wiele lat temu mówiła, że jeśli masz kontakt z alkoholem, to zawsze jest to ryzykowne, bo możesz przekroczyć granicę. I to niepostrzeżenie dla samego siebie. Jest też takie stwierdzenie Ewy Wojdyłło, że jeśli pijesz po to, żeby być towarzyskim, nie jest to już picie towarzyskie.

Dziękuję za rozmowę
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
Tagi