Przejdź do treści

Wiadomości

Powrót do korzeni czyli o Pustyni Miast 2012 słów kilka

  • 16 lipca 2012 r.
(fot. www.facebook.com/pages/Pustynia-Miast)
(fot. www.facebook.com/pages/Pustynia-Miast)

Tegoroczna osiemnasta akcja letnia Pustyni Miast była inna. Inna niż ostatnich kilka. Zapytacie dlaczego? Ano dlatego, że była powrotem do tego, co było kiedyś.

Słowem wstępu

Tradycyjnie już rozpoczęliśmy ją rekolekcjami ścisłymi. Tym razem odbyły się one w Nakle nad Notecią.

Postanowieniem, które miało nam przyświecać przez całą akcję oraz później w codziennym środowisku to osobista formacja i przygotowanie poprzez rozważanie, oczytanie i znajomość Pisma Świętego oraz przez skupienie i wyciszenie. Ewangelizacja i wyjście do ludzi stały się elementem pobocznym, naturalnym następstwem tego, że sami zdobywamy coś, czym trzeba się podzielić.

Cytując słowa ks. Presnala: "nie mamy głosić Jezusa, ale głosić Z JEZUSEM". To właśnie staraliśmy się osiągnąć. Wrócić do Pustyni, którą już niewielu z nas pamięta. Chcieliśmy odzyskać to, co zatracono - to właśnie "z Jezusem", a nie "Jezusa". Subtelna różnica, która pociąga za sobą znaczące skutki.

Trzy dni wyciszenia, skupienia i zatrzymania wśród biegnącego ciągle świata były niesamowitym doświadczeniem. Na co dzień rzadko doświadczam ciszy i prawdziwego spokoju, trudno było mi więc wejść w głąb siebie i najuważniej jak potrafię przyjrzeć się sobie, swojemu sumieniu. Myślę jednak, że choćby w niewielkim stopniu, ale założenie to zostało zrealizowane.  

Jednak jak na młodych i gniewnych przystało, na rekolekcjach i skupieniu się nie skończyło. Słowa wygłoszone przez ks. Presnala tuż przed wręczeniem znaczka Pustyni Miast poruszały serca i zagrzewały nas do boju!

Idźcie i głoście!

No i poszli. Po symbolicznej ceremonii rozesłania, przyszedł czas na szaleństwo, czad i "Bożą zadymę". Po podziale i wyjeździe do poszczególnych miast (w tym roku Szubin i Koronowo, a następnie Chojnice i Tuchola) rozpoczęliśmy naszą misję! To do czego przygotowywaliśmy się przez cały rok, stało się rzeczywistością! Codzienne wyjścia na osiedla, do poprawczaków, szpitali czy aresztów, uliczne ewangelizacje, modlitwy z mieszkańcami i widoczne owoce naszych działań dostarczały nam energii i co ważniejsze, motywacji, jakiej potrzebowaliśmy, aby funkcjonować na najwyższych obrotach.

No właśnie... widoczne owoce. Już w Szubinie do Pustyni Miast dołączyło kilkoro szaleńców, którzy pojechali z nami dalej. Wszyscy liczymy, że entuzjazm nie opadnie i chęci do działania macie nadal pod dostatkiem, czekamy na zawiązanie wspólnot w Szubinie i Koronowie. W tym roku uderzyła mnie też niespotykana otwartość serc i domów (lodówek w zasadzie), no i liczba gospodarzy, którzy zechcieli nas ugościć. Takie owoce naszych ewangelizacji, krzyków, ale przede wszystkim modlitw cieszą niesamowicie. W takich chwilach zyskuję na nowo wiarę w to, co Pustynia Miast zawzięcie realizuje od osiemnastu lat.

Podczas akcji staraliśmy się trwać w tym, co wynieśliśmy z rekolekcji ścisłych. Codziennie odbywały się spotkania w małych grupach, gdzie pochylaliśmy się nad słowem Bożym, chcąc się nim nasycić, osłuchać z tym, co przecież jest podstawą naszej wiary. Wieczorne spotkania, podsumowanie dnia, modlitwy na zakończenie, dyskusje, rozwiązywanie sporów... wszystko to i wiele więcej budowało nas i umacniało. Czy była to formacja, jakiej brakowało Pustyni Miast? Myślę, że tak. Życie we wspólnocie na wzór pierwszych chrześcijan to ogromny dar, a jednocześnie wyzwanie, do którego trzeba dojrzewać i wciąż się w nim doskonalić. Ostatecznie chcąc pokazać cokolwiek ludziom wokół nas, dzielić się wiarą i odwagą, musimy coś sobą reprezentować, prawda?

Tak też starałem się przeżyć całe te rekolekcje - wzbić się jak najwyżej, zdobyć wiedzę, ożywić wiarę, nauczyć się autentycznie świadczyć. Wycisnąć maksimum z siebie i z tych zaledwie dziesięciu dni spędzonych razem, wykorzystać je co do minuty. Wierzę, że udało mi się to wykonać.

Jednak...

Wszyscy jesteśmy ludźmi. Każdy ma ograniczone możliwości i mimo Bożego dopingu w końcu opadamy z sił. Każdy potrzebuje choćby odrobiny rozrywki raz na jakiś czas. Tutaj na myśl przychodzą mi trzy elementy naszych rekolekcji.

Pierwszy to szaleństwo w fontannie na środku rynku w Chojnicach. Ewangelizacja była dla nas chyba zbyt słabą manifestacją naszego wariactwa, a fontanna była spora, woda w niej czysta i kusząco ciepła... Co ciekawe, taka spontaniczność spotkała się z wielkim uznaniem mieszkańców i służb porządkowych.

Drugi to wypad nad jezioro. Pustynia w końcu czysta i wykąpana bez wyjątków wesoło pląsała w wodzie. Bawiąc się, dzieliliśmy się radością, w ten sposób również dając świadectwo.

Trzecią ważną rzeczą były chwile spędzone na świętowaniu pełnoletności Pustyni Miast. Nic tak nie łączy ludzi jak wspaniała agapa, która przeszła do historii jako najhuczniejsza i największa! Korki od szampana strzelały, były świeczki i race na tortach, a najróżniejszych słodyczy wystarczyło do następnego dnia, mimo że nikt niczego sobie nie żałował i nikt nie dbał tego wieczoru o linię. Wspaniała odmiana na rekolekcjach, gdzie pasztet zagryzaliśmy pasztetem lub konserwami turystycznymi.

Prawdziwa Pustynia zaczyna się dla mnie po powrocie do domu. Do szarej rzeczywistości

Prawdziwa Pustynia Miast

Łeba. Miejsce, gdzie już w komplecie Pustynnicy podsumowują akcję. Po ostatniej ulicznej ewangelizacji udaliśmy się na modlitwę i czuwanie do niewielkiego kościoła. Z tego właśnie miejsca wyruszył cichy marsz, droga wyjścia. Wyjścia z Egiptu, Babilonu, niewoli, grzechu... interpretujemy to różnie, ale cel zawsze jest ten sam. Pustynia. Miejsce spotkania, szczególnej łaski. Wydmy, stanowiące dla nas pustynię są dla mnie zawsze najpiękniejszym elementem rekolekcji. Momentem dziękczynienia za wszystko co się wydarzyło.
Tym razem na wydmach zdarzyło się coś więcej...

Zaręczyny Natajli i Oskara, których świadkiem było mi dane zostać, były najwspanialszym zwieńczeniem akcji, jakie widziałem. No bo czego chcieć więcej? Prawdziwa Miłość przez duże "M" jest, pierścionek jest, miejsce znaczące jest, wschód słońca jest, aparat w pogotowiu jest, czy czegokolwiek brakuje? hmm... brakuje księdza... ks. Przemek był zbulwersowany tym, że przespał zaręczyny... no ale cóż poradzić... Przynajmniej mszę odprawił w intencji narzeczonych. Szczęść Boże zakochanym, czekamy z niecierpliwością na dalszy ciąg tej historii!

Pustynia Miast 2012 była czymś, czego nie wolno po prostu zobaczyć, przetrwać, to trzeba przeżyć! Pójść w Ducha! Odnaleźć to, co zatraciliśmy. Spotkać żywego Boga na własnej pustyni. Cele wspaniałe. Pozwolę sobie po raz kolejny zadać pytanie: ile z nich zrealizowaliśmy? Każdy winien ocenić to sam.

Zakończyć chcę dobrze znanym, lecz jakże szacownym powiedzeniem, które słyszałeś/aś już na pewno nie raz: Prawdziwa Pustynia zaczyna się dla mnie po powrocie do domu. Do szarej rzeczywistości.

Czas łaski trwa. Odwagi!


Udostepnij