Przejdź do treści

Wiadomości

Lublin: Modlitwa z karaoke

  • 8 lipca 2013 r.

Dojeżdżamy na Kalinowszczyznę w Lublinie. Z pobliskiej ulicy już widać oczekujących tłumnie ludzi. Zgromadzeni są kapłani i wiele sióstr zakonnych. Słyszymy dźwięki orkiestry dętej. Ludzie biją brawo. Ksiądz Michał Kaleta, przełożony wspólnoty zakonnej i proboszcz parafii pw. NMP Wspomożenia Wiernych, wypowiada słowa powitania: „Bardzo Gorąca witamy w naszej wspólnocie parafialnej i zakonnej św. Jana Bosko, który przybywa do nas w swoich relikwiach. Jego obecność jest dla nas wszystkich: młodych i starszych, okazją do przypomnienia sobie jego sylwetki, a przede wszystkim jego działalności. To też sposobność do modlitwy”. Wchodzimy do kościoła. Ludzie już na placu cisną się, aby dotknąć urnę świętego.

Mały kościółek wypełniony jest ludźmi. Odnowiony w środku prezentuję się pięknie. Mszy świętej na rozpoczęcie lubelskiej peregrynacji przewodniczy ks. Dariusz Bartocha, inspektor. „Święty Jan Bosko nigdy tak długo za swojego życia nie był poza domem. Kiedy musiał opuścić swoich chłopców z Turynu, z Valdocco, to po krótkim czasie w listach pisał o swojej tęsknocie i zatroskaniu o wychowanków […] Poza paroma dłuższymi podróżami nie ruszał się z stamtąd przez całe swoje życie. Dziś już trzeci rok pielgrzymuje po całym świecie. Warto zadać sobie pytanie po co? Co dokonuje się w naszej obecności we wszystkich tych miejscach, do których docierają relikwie”.

Kiedy patrzymy na to, co dzieje się podczas tej niezwykłej podróży świętego odpowiedź jest bardzo prosta. Zmieniają się serca tych, którzy przychodzą spotkać tę niezwykłą postać. Widzimy to po wpisach do Księgi próśb i podziękowań do której ustawiają się kolejki, by zastawić swoje intencje. O celu tej wizyty słyszymy w kazaniu: Ksiądz Bosko „jedzie zobaczyć wszystko to, co zamarzyło się w jego chłopięcym sercu, a potem zostało zaplanowane w sercu kapłana”.

Po skończonej celebrze nikt nie wychodzi ze świątyni. Spokojnie czekają na swoją kolej, by podejść do urny i oddać cześć świętemu. Na twarzach dostrzega się skupienie i modlitwę. Niektórzy wyciągają zdjęcia swoich bliskich i pocierają o relikwiarz. Jakaś kobieta ma ich kilka. Mówi mi później na ucho, że to jej rodzina, która mieszka daleko, jeden z synów jest za granicą. „Proszę aby w ten sposób św. Jan Bosko dotknął ich swoimi łaskami” - mówi. Ludzie podchodzą podczas następnej Mszy świętej i modlitwy apelowej.

Piękny nastrój jest doświadczany przez wszystkich podczas wieczornego czuwania młodzieży. Ksiądz Marek Głuch i grupa animatorów prowadzi modlitwę. Spotykamy salezjańskie karaoke. Śpiewają pieśni, które stają się modlitwą. W jej centrum znajduje się litania do św. Jana Bosko. Młodzież wychodzi do poszczególnych wezwań, które na tle kolorowych obrazów wyświetlają się na ekranie. Po każdym wezwanie rozlega się śpiew: „Prowadź nas Janie Bosko, nieustannym światłem łaski, wskazuj drogę nam…”. To prawdziwy przebój, który opanował salezjańską Polskę. Słyszymy go wszędzie. Tutaj staje się wezwaniem litanii. Włączone głośniki na zewnątrz kościoła niosą jak echo słowa śpiewu na cały Lublin.

Na Eucharystię o północy zastały zaproszone rodziny zakonne. Przewodniczy jej ks. prof. Stanisław Wilk, były rektor KUL. W homilii przypomniał słuchaczom postać św. Jana Bosko. Jego popularność, którą zdobywał na całym świecie. Ukazał fakty historyczne z jego życia i metodę pedagogiczno–wychowawczą. Powiedział również: „I dziś, w naszych trudnych czasach, potrzeba nam charyzmatu św. Jana Bosko. Potrzeba mistrza nowej ewangelizacji, który nauczy umiejętności łączenia trwałych wartości tradycji z nowymi rozwiązaniami”.

Prywatne spotkania z Księdzem Bosko trwają całą noc. Przychodzą parafianie i mieszkańcy Lublina. Do rana są spotkania dla seniorów i rodziców z małymi dziećmi. Ksiądz Michał Kaleta w homilii ukazuje postać Matusi Małgorzaty, mamy księdza Bosko, jako wzór wychowawczyni i matczynej obecności wychowawczej. „Była mądrą wychowawczynią. Wiedziała, jak połączyć w wychowaniu element macierzyństwa i ojcostwa, dobroci i konsekwencji, ciągłej obecności i zaufania, ducha rodzinnego i dialogu. Wychowała synów w duchu miłości bezinteresownej, cierpliwej i wymagającej”, mówił ks. Kaleta.

Trwającą ciszę wokół kościoła przerwały nagle gitary i śpiewy. Na spotkanie z przyjacielem dzieci i młodzieży przyszły dzieci, przyprowadzone przez siostry salezjanki z Garbowa. 150 dzieci wypełniło plac śpiewając i tańcząc. Później w kościele śpiewały i oddały cześć świętemu ulubieńcowi. W salezjańskich ogrodach znajdujących się przy lubelskim domu bawią się i grają w prawdziwej atmosferze radości. W tym miejscy pożegnały się też z kontynuacją dalszej gry w Salosie siatkarki. Wiek, który osiągnęły nie pozwala, by dalej startowały jako juniorki, a nowe plany życiowe nie pozwalają na dalsze trwanie drużyny. Jest między nimi Dominika, która jako pierwsza przyszła do drużyny, to było piękne 6-7 lat. Dziewczęta wręczają p. Czesławowi swojemu trenerowi puchar dla „najlepszego trenera na świecie” dziękując za treningi i wychowanie. Czy aby w takiej sytuacji trener Anastasi nie poczuje się zagrożony?

Przy urnie czuwa Nowicjat Sióstr Salezjanek z Garbowa i wielu wiernych. Przypominają się słowa dziennikarza, który pisał przed laty, a jego słowa przypomniał ks. Wilk w homilii: „Największe kościoły nie mogły pomieścić tych, którzy chcą otrzymać błogosławieństwo od prostego kapłana, który wysłuchuje, pociesza, dodaje odwagi i wyprasza dla wszystkich opiekę Najświętszej Wspomożycielki.”

Autor

Ks. Andrzej Gołębiowski

Źródło

sdb.org.pl


Udostepnij