Przejdź do treści

Wiadomości

Szkoła Animatora Salezjańskiego w Tarnowskich Górach

  • 1 lipca 2015 r.
Małgorzata Gajos
Małgorzata Gajos

Szkoła Animatora Salezjańskiego za nami, więc czas na małe podsumowanie. Na spotkanie do Tarnowskich Górach przybyło 160 uczestników z inspektorii wrocławskiej. Był to czas dla Boga, czas na odkrywanie tajników bycia dobrym animatorem i poznanie nowych osób.

SAS to przede wszystkim zwieńczenie rocznej formacji animatorów w lokalnych placówkach. Szkoła animatora dzieli się na cztery stopnie, oprócz tego proponowane są kursy na animatora muzycznego i ceremoniarzy. Każdy dzień był wypełniony zajęciami kursowymi: od lepienia w glinie poprzez zajęcia z decoupage, robienie różańców, czy pisanie konspektów – wszystko w zależności od stopnia. Wspaniałe jest to, że uczestnicy pomimo zmęczenia byli ciągle radośni i chcieli działać. Animatorzy z różnych stopni codziennie przygotowywali pogodne wieczory, które służyły integracji. Każdy dzień rozpoczynał się i kończył modlitwą. Nie zabrakło Eucharystii, nabożeństw i słówka na dobranoc.

Konrad Samorodny, uczeń Salezjańskiego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego (SOSW) w Tarnowskich Górach, dopiero rozpoczął przygodę z SAS-em, ale jest zachwycony, przede wszystkim możliwością poznania wielu nowych osób: - Cieszę się, że przyjechałem w końcu na SAS, choć nic wcześniej nie wiedziałem na ten temat. Postanowiłem, że będę rozmawiać z nieznajomymi i dzięki temu poznam wiele ciekawych osób. – Zapytany, co dzieje się na pierwszym stopniu, odpowiada: - Uczymy się przede wszystkim zabaw i gier, ale także pracy nad sobą i naszym rozwojem duchowym.

Aleksandra Pala z Częstochowy na SAS również przyjechała po raz pierwszy, zachęciła ją do tego koleżanka. Twierdzi, że mogłaby tu zostać na dłużej niż tylko sześć dni: - Zdecydowałam się na przyjazd, bo koleżanka powiedziała mi o SAS-ie, a ja chciałam stać się w lepszym animatorem.

Szkoła Animatora nie miałaby miejsca, gdyby nie prowadzący, dla których jest to także ubogacające doświadczenie. - Ja się cieszę, że mogę być z młodzieżą jako diakon, bo dla mnie jest to wielkie przeżycie. Nie wiem, na ile ja ich mogę ubogacić, ale na pewno oni mnie ubogacają – mówi diakon Tomek Sage sdb, który pomaga w prowadzeniu kursu ceremoniarzy, a także metody czytania Słowa Bożego.

We wtorek miał miejsce piękny wieczór uwielbienia. Specjalnie z Częstochowy przyjechały dwa małżeństwa, które mówiły świadectwa o działaniu Jezusa w ich życiu. Młodzież odnowiła przyrzeczenia chrzcielne, a także miała możliwość ucałowania relikwii ks. Bosko. Księża modlili się nad uczestnikami o światło i działanie Ducha Świętego w życiu młodych. Poruszała postawa młodych, którzy bez wahania uwielbiali Boga, dziękowali na głos. Byli pięknym świadectwem dla siebie nawzajem.

Ks. Mirosław Łobodziński sdb na niedzielnej konferencji próbował zniechęcić uczestników do bycia animatorem. Oni w ciągu tych kilku dni udowodnili, że ten czas nie jest zmarnowany i warto organizować dalej spotkania. Każda grupa nagrała krótki spot reklamowy i trzeba przyznać, że wykazali się dużą pomysłowością i pokazali, że bycie animatorem to świetna sprawa.

Kuba Rezler z Lubina jest zachwycony SAS-em, mimo że kończy już kurs animatora: - Jestem czwarty raz, jest fantastycznie! W oratorium czuję się, jak w domu. Wrócę tu za rok, na muzyczny! - podkreśla ze śmiechem.
Adrianna Stolarczyk, uczennica SOSW, która jest na drugim stopniu, zwraca uwagę, że SAS ma sens: - Zdecydowałam się przyjechać, bo jestem już w oratorium cztery lata i bardzo mi się podoba. Byłam w zeszłym roku i chciałabym tę formację dalej kontynuować. – Adrianna zapytana „po co to wszystko?”, odpowiada bez wahania: - By stać się animatorem, być bliżej Boga i być bliżej młodzieży.

Autor

Małgorzata Gajos


Udostepnij