Przejdź do treści

Wiadomości

Kikomeko, czyli "dobry jak słoń"

  • 2 grudnia 2016 r.

Sudan Południowy jest najmłodszym, 193. państwem świata. Pięć lat temu ogłosił swoją niepodległość, jednak sytuacja nadal jest napięta. Na drogach wciąż jest niebezpiecznie, wszędzie panuje chaos. Wewnętrzny konflikt o podłożu etnicznym i gospodarczym wyniszczył kraj, teraz widać tego skutki.


Na misjach w Sudanie Południowym pracuje polski misjonarz ksiądz Jan Marciniak. Na misje wyjechał w 1991 r., pracował w Ugandzie, Kenii i Tanzanii. Jego parafianie w Ugandzie nadali mu przydomek Kikomeko – dobry jak słoń. „Życie na misji jest bardzo skromne – mówi ksiądz Jan. - Nie głodujemy, ale nasz posiłki są proste: ryż, fasola, jakieś warzywa, banany lub pomarańcze. Codziennie to samo. Już się do tego przyzwyczaiłem. Akceptowanie misyjnego stylu życia i wielu niedogodności to codzienny chleb misjonarza.”

Misja salezjańska znajduje się w wiosce Manguo oddalonej około 6 km od miasta Maridi, na południu Sudanu. W Maridi salezjanie prowadzą parafię św. Jana Bosko, trzy szkoły podstawowe, jedną średnią oraz oratorium, gdzie młodzież gromadzi się po południu, żeby grać w piłkę i spędzić wspólnie czas. Przy wspólnocie mieszka także 10 aspirantów – chłopców, którzy uczą się w naszej szkole średniej i interesują się Zgromadzeniem Salezjańskim.
Szkoły funkcjonują normalnie, wokół misji jest dość bezpiecznie. Największym problemem uczniów jest jednak głód. Często przychodzą do szkoły osłabieni i śpią na lekcjach. Wielu je w domu jeden posiłek dziennie, po powrocie ze szkoły. I to nie zawsze.

Na terenie misji i w przyległych wioskach jest bardzo dużo dzieci i młodzieży, bo rodziny są bardzo liczne. Nie wszyscy jednak mogą się uczyć, połowa dzieci w ogóle nie chodzi do szkoły, najczęściej z powodu biedy. Rodzice sami są niewykształceni i nie widzą potrzeby posyłania dzieci do szkoły. Wolą, aby zostały w domu, pomagały przy pracy w polu, opiekowały się młodszym rodzeństwem lub chodziły na ulicę żebrać. Ludziom brakuje podstawowych środków do życia. „Ich codziennym towarzyszem jest głód – dodaje ks. Jan. - Dlatego często są apatyczni, smutni, zasępieni, sprawiają wrażenie leniwych. Nie widzą perspektyw lepszej przyszłości i czasem już w nią nie wierzą.”


Autor

Salezjański Ośrodek Misyjny


Udostepnij