Przejdź do treści

Wiadomości

Czas wolontariatu – czasem rozeznania

  • 14 marca 2018 r.
Czas wolontariatu – czasem rozeznania
Czas wolontariatu – czasem rozeznania

Joe, młody mężczyzna, który wziął udział w programie salezjańskiego wolontariatu „BOVA” (Bosco Volunteer Action) inspektorii Wielkiej Brytanii (GBR), tak pisze o swoim doświadczeniu rozeznawania drogi życiowej:

„Od kiedy pamiętam, zawsze chciałem zostać księdzem. Jest to coś, do czego czuję się powołany. Przez długi czas tłumiłem to wezwanie, poszukując raczej «normalnego» życia. Dopiero w czasie studiów na uniwersytecie zrozumiałem, że w ten sposób nie mógłbym być szczęśliwy.

„Chciałem pójść za moim powołaniem do kapłaństwa, ale czułem także, że potrzebuję trochę czasu na rozeznanie. Tak więc pomyślałem, że zrobię to w czasie praktyki wolontariatu, a także przez internet, i tak znalazłem «BOVA». Pod dwóch weekendach formacyjnych w «Savio House» w Bollington, byłem zdecydowany udać się do Indii na okres 10 miesięcy i w maju zeszłego roku wyjechałem do miasta Ajjanahalli, blisko Bangalore.

„W salezjańskim ośrodku znajduje się około 80 dzieci. Jestem tutaj, aby im służyć i otoczyć ich troską. Niektórzy z nich są całkiem samotni, inni mają krewnych, ale nie mają rodziców, a jeszcze inni byli wykorzystywani w pracy jako nieletni i doświadczyli różnych nadużyć albo też zostali zabrani z ulicy. A ci, którzy mają jakiś dom, pochodzą ze slumsów.

„Jednakże ubóstwo materialne nie jest tutaj problemem. Te dzieci mają pożywienie i odzież, której potrzebują, chodzą do szkoły w czystych mundurkach i mają wszelkie wymagane przybory szkolne, mają książki, pościel, gry i sprzęt sportowy. To wszystko mają, ale to, czego im brakuje, nie materialnego wymiaru. Jak to zauważył pewnego razu odpowiedzialny za ośrodek, ks. Devassy Kadaparambil, «ubóstwo naszych dzieci jest moralne, społeczne, emocjonalne». Cierpią z powodu ubóstwa miłości. My troszczymy się o nich na miarę naszych możliwości, ale to nie może im zastąpić braku rodziny. Wszyscy oni są świadkami tragedii, do jakiej dochodzi, kiedy rodzina nie zajmuje pierwszego miejsca w naszym społeczeństwie.

„Przybyłem tutaj nie po to, aby uciec od rzeczywistości, ale po to, by wzrastać w moim życiu duchowym, i udaje mi się to w taki sposób, jakiego się nie spodziewałem. To nie w spokojnej modlitwie w kaplicy poczułem się być bliżej Boga, ale w pracy, do której tutaj zostałem wyznaczony. Każdego dnia, wzrastając w miłości i wzmacniając moją relację z tymi dziećmi, zakochuję się także w Bogu”.

Źródło

Udostepnij