Przejdź do treści

Wiadomości

Salezjanie w Wenezueli: „Trzeba było zamknąć internat, ponieważ nie było jedzenia”

  • 20 kwietnia 2018 r.
Salezjanie w Wenezueli: „Trzeba było zamknąć internet, ponieważ nie było jedzenia”
Salezjanie w Wenezueli: „Trzeba było zamknąć internet, ponieważ nie było jedzenia”

„Mam ośmioro dzieci i nie mogę iść, by protestować, bo jak mnie zabiją... Co się z nimi stanie? Każą nam być cicho i straszą. Nie ma co jeść. Mój mąż i ja, oboje pracujemy, ale to nie wystarcza” – wyznaje z płaczem pewna wenezuelska matka. I z tą rzeczywistością salezjanie muszą się mierzyć każdego dnia: rodzice, którzy nie mogą dać tego, co niezbędne, swoim dzieciom. „Jest to pokolenie, które nie będzie wzrastać zdrowe, jest to pokolenie stracone” – mówią duchowi synowie Księdza Bosko.

Wenezuela przeżywa dzisiaj tragedię. „Supermarkety są puste. Każda osoba może nabyć zaledwie dwa kawałki chleba dziennie, a kolejki są tak długie, że aby coś w nich wystać, ludzie proszą o zwolnienie z pracy” – informuje Alessia Andena z Salezjańskiej Prokury Misyjnej w Turynie. Poza brakiem pożywienia, istnieje problem inflacji, która sprawie, że ceny towarów są z każdym dniem coraz wyższe, a trzeci problem to brak lekarstw i dostępu do nich. „Są ludzie, którzy umierają z powodu różnych chorób, które bardzo łatwo można byłoby wyleczyć” – dodaje dr Andena.

Od kiedy zaczął się kryzys, ponad cztery miliony Wenezuelczyków uciekło z kraju, a miliony osób potrzebuje pomocy, aby przeżyć. Ci, którzy wyjechali, to w większości wykwalifikowani pracownicy, stąd też kraj staje w obliczu trudnej przyszłości. Niestabilna sytuacja wpłynęła na wzrost przestępczości, także wśród najmłodszych.

„Ta dramatyczna sytuacja poważnie utrudnia pracę salezjanów w tym kraju. Mogę podać tu jeden z przykładów – trzeba było zamknąć internat, ponieważ nie było jedzenia dla przebywających w nim ludzi młodych... Dzieci idą do szkoły bez jedzenia, przychodzą głodne i mdleją na lekcjach” – mówi dalej dr Andena.

Wszyscy przeżywają bardzo trudne chwile. Wielu nieletnich jest zaniedbanych, opuszczonych, a młodzież nie widzi dla siebie przyszłości, wiele rodzin jest niepełnych, bo liczni rodzice wyjeżdżają za granicę... Ale pomimo tej trudnej sytuacji salezjanie pozostają z ludźmi, towarzysząc i pomagając im, na ile to jest możliwe.

Salezjańskie Prokury Misyjne, a wśród nich te z Turynu i Madrytu, cały czas śpieszą z pomocą dziełom salezjańskim w Wenezueli.

 

Źródło

Udostepnij