Przejdź do treści

Wiadomości

Historia najstarszego salezjanina koadiutora z Japonii

  • 5 lipca 2018 r.
Historia najstarszego salezjanina koadiutora z Japonii
Historia najstarszego salezjanina koadiutora z Japonii

Antoni Fumio Akabae jest duchowym synem Księdza Bosko. Urodził się w 1929 roku w Nagasaki, w rodzinie należącej do „Kakure Kirishtan” – wspólnot chrześcijańskich żyjących w ukryciu, które przetrwały prześladowanie trwające 275 lat. Dzięki Bogu przeżył wybuch bomby atomowej, do którego doszło 9 sierpnia 1945 roku w Nagasaki, po czym został salezjaninem, któremu dane było długo i czynnie żyć w służbie młodzieży.

Co sprawia, że czuje się pan szczęśliwy we wspólnocie w Tokio-Chofu?

Dzięki Bogu mogę jeszcze w tym wieku wnieść swój wkład na rzecz wspólnoty. Od 15 lat jestem tutaj, w Chofu, gdzie zajmuję się wielkim ogrodem. Jestem szczęśliwy, że wspólnota powierzyła mi to zajęcie. Sprawia mi tu radość w wieku 89 lat.

Jaki jest sekret pańskiego zdrowia?

Nigdy bym nie przypuszczał, że będę żyć do dnia dzisiejszego. Kiedy miałem 15 lat, prawie cała moja rodzina zginęła w czasie atomowego bombardowania w Nagasaki. Z tej wielkiej rodziny czterech braci i pięciu sióstr przeżyliśmy tylko ja i mój brat. Kiedy miałem 13 lat, zacząłem pracować jako rybak i dzięki temu w czasie katastrofy nuklearnej byłem na kutrze rybackim na otwartym morzu. Po wojnie nie mogłem zapomnieć o tym, towarzyszył mi wielki ból, ale powoli zaraziłem się radością salezjańską, która zmieniła moje życie. Udało mi się przezwyciężyć w ten sposób głęboki smutek po stracie najbliższych.

Jak zrodziło się pańskie powołanie?

Przed moją formacją początkową jako aspiranta, a potem – nowicjusza w Miyazaki, mój starszy brat był już seminarzystą. Kiedy odwiedzał rodzinę, zachęcał mnie: „Pójdź za mną!”. Tak więc udałem się, by zobaczyć dom salezjański, i bardzo spodobał mi się panujący tam duch. Idąc za radą mojego brata, przestałem palić papierosy i zdecydowałem się zostać salezjaninem koadiutorem.  

Co poradziłby pan młodym salezjanom?

Nic szczególnego z uwagi na to, że żyjemy w rodzinie. Może tylko jedną rzecz: „Nie obgadujcie jeden drugiego, bardzo proszę!”. 

Kto jest pana ulubionym świętym salezjańskim?

Co prawda św. Antoni jest moim patronem, ale nie jest salezjaninem... No to – ks. Vincenzo Cimatti! Od czasu aspirantatu, który odbywałem w Miyazaki, przechowuję w sercu piękne świadectwo o nim. Nie mogę zapomnieć jego porannej modlitwy w kaplicy, kiedy zdejmował buty, by nie obudzić przed czasem innych salezjanów ze wspólnoty. Przede wszystkim ks. Cimatti był bardzo radosny i interesował się naszymi rodzinami. Często mnie pytał o zdrowie moich bliskich.


Udostepnij