Przejdź do treści

Wiadomości

Duch misyjny nigdy nie gaśnie

  • 23 sierpnia 2018 r.
Duch misyjny nigdy nie gaśnie
Duch misyjny nigdy nie gaśnie

Ks. José Santa Bibiana urodził się w 1933 roku w Walencji, w Hiszpanii. Obecnie przebywa w Belle Glade, wspólnocie, której poświęcił ponad 24 lata swojego życia. Na podstawie jego świadectwa można dojść do wniosku, że duch misyjny nigdy nie idzie na emeryturę.

W jaki sposób zrodziło się powołanie salezjańskie?
W wieku 14 lat zacząłem pracować i uczęszczać do szkoły wieczorowej. W niedzielę chodziłem do oratorium z kolegami. Trzeba było zrobić 5 km rowerem, by tam dotrzeć. Przed południem była Msza św., potem gry, a po południu – dalsze gry, katecheza, błogosławieństwo oraz film lub sztuka teatralna w wykonaniu uczniów i „oratorianów”. Zacząłem kochać życie salezjańskie „przez osmozę”. Podobał mi się zwłaszcza sposób, w jaki salezjanie okazywali przyjaźń i stawali się bliscy. W wieku 20 lat byłem gotów wstąpić do salezjanów.

A jak ksiądz został misjonarzem?

Kiedy opuściłem rodzinę, aby złączyć się ze salezjanami, już myślałem o zostaniu misjonarzem. Na ten wybór w znaczny sposób wpłynęło pismo salezjańskie „Juventud Misionera”, jak również wizyty hiszpańskich misjonarzy, takich jak ks. Jose Luis Carreño, misjonarz z Indii, który zdobywał nas swoim akordeonem i misyjnymi piosenkami. Niektóre z nich pamiętam dotąd! W czasie nowicjatu zaproponowano mi wolontariat misyjny, a po pierwszych ślubach zostałem wysłany do inspektorii Wschodnich Stanów Zjednoczonych pw. św. Filipa. I jestem tutaj od 1956 roku.

Jak przeżywa ksiądz teraz swoje powołanie misyjne?
Niektórzy członkowie ówczesnej rady inspektorialnej, przed moją profesją, rozmawiali z wszystkimi nowicjuszami. Gdy przyszła na mnie kolej, mój ówczesny dyrektor, zapytał mnie z uśmiechem: „A cóż ty masz zamiar robić w Ameryce? Nawrócić ich wszystkich?”. Odpowiedziałem: „Będę robić każdą rzecz, którą polecą mi zrobić”. 

W czasie mojego życia posługiwałem w różnych wspólnotach naszej inspektorii. Teraz, w wieku 85 lat, po raz trzeci jestem w naszym domu w Belle Glade, a więc w sumie 24 lata. Jestem pierwszym salezjaninem, który przybył do Belle Glade w 1980 roku. Zastępuję proboszcza, odprawiam msze święte, spowiadam, udzielam sakramentu małżeństwa lub chrztu, odwiedzam chorych... Jestem szczęśliwy, że mogę wykonywać moją kapłańską posługę, będąc zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności administracyjnej. Większą część mojego czasu spędzam na modlitwie za powołania do życia salezjańskiego, ponieważ „niektórzy” salezjanie się starzeją, chociaż nie jest tak w moim przypadku!


Udostepnij