Przejdź do treści

Wiadomości

Świadectwo dwóch wolontariuszek z misji salezjańskiej w San Benito Petén

  • 29 sierpnia 2018 r.
Świadectwo dwóch wolontariuszek z misji salezjańskiej w San Benito Petén
Świadectwo dwóch wolontariuszek z misji salezjańskiej w San Benito Petén

Salezjanin misjonarz ks. Giampiero De Nardi w informacji, którą przesłał do redakcji ANS, napisał: „Jak każdego roku wolontariusze przybywają do naszego dzieła i pozostawiają niezapomniane wspomnienia. W tym roku były to dwie Hiszpanki, Ana i Marian”. Poniżej przytaczamy skrót świadectw, jakimi podzieliły się obie wolontariuszki na zakończenie swojego pobytu.

Ana

Przede wszystkim ciężko się żyje w Petén, ogromny upał odbiera chęć do pracy, a komary mogą przenosić groźne choroby, tak więc trzeba na nie bardzo uważać. To wszystko znacznie utrudnia życie, a poza tym – brak jest bezpieczeństwa na drogach.

I dlatego będą wspominać wszystkich tych ludzi z misji w Petén jako małych bohaterów, którzy tutaj żyją, znosząc upał, komary, niebezpieczne drogi itd. Poznałam geniusz Księdza Bosko w postaci oratoriów i pracy z młodzieżą. Oratoria są dla mnie ośrodkami bardzo interesującymi. Połączenie formacji ludzkiej i religijnej z rozrywką bardzo ułatwia relacje z dziećmi i młodzieżą. Także niesienie pociechy i pomocy osobom, które mają bliskich w szpitalu, jest bardzo ważne.

Marian

Dla mnie było to nowe wyzwanie. Po raz drugi przyjechałam do Petén-Guatemala, a właściwie na placówkę salezjańską „San Benito” w Flores. Ponowne spotkanie i uściski tak wielu osób, z którymi dzieliłam doświadczenie ubiegłego lata, było dla mnie wielką radością, bo poczułem, że znów serdecznie jestem witana przez te osoby, które są tak proste i pokorne.

Słuchanie, towarzyszenie i troszczenie się – to były kluczowe słowa w czasie tego mojego doświadczenia, nawiązujące do Wiązanki na ten rok Przełożonego Generalnego: Pielęgnujemy sztukę słuchania i towarzyszenia”. Zaś opieka wchodziła w zakres mojego zawodu jako pielęgniarki.

Spotkałam dzieci, młodzież, dorosłych i osoby w podeszłym wieku, którzy są bardzo otwarci, życzliwi, wdzięczni za wszelką pomoc, a którzy są już przyzwyczajeni do życia w trudnych warunkach mieszkaniowych, bez odpowiedniej higieny, ochrony zdrowia i edukacji. I to mnie bardzo raniło, ponieważ nierówność między ludźmi w tym naszym „zglobalizowanym” świecie jest wielką niesprawiedliwością.

Odczuwanie i dotykanie ubóstwa łączy się z bólem i uświadamia mi, że mamy obowiązek być solidarnymi z tymi osobami, które nie mają możliwości rozwoju swojego całego potencjału. Sen Księdza Bosko staje się rzeczywistością tutaj, w San Benito; wspólnota salezjańska pracuje niezmordowanie dla dobra tych osób.  


Udostepnij