Przejdź do treści

Wiadomości

„Tato, ja nie czuję powołania!”

  • 17 stycznia 2020 r.

Oto historia człowieka niezłomnego, apostoła trędowatych – bł. ks. Alojzego Variary.

Najszczęśliwszy dzień w życiu

Na Valdocco przybył cztery miesiące przed śmiercią Księdza Bosko. Pierwsze spotkanie ze świętym Alojzy Variara opisał tak: „Pewnego popołudnia graliśmy na podwórku Oratorium. Nagle, dał się słyszeć głos: Ksiądz Bosko! Ksiądz Bosko! Wszyscy pobiegliśmy w jego stronę. Otoczyliśmy go w chwili, kiedy mu pomagano wysiąść z bryczki, którą powrócił do domu. Ksiądz Bosko z trudem wysiadał z powozu. Był bez sił. Zbliżyłem się do niego jak najbliżej było można i mogłem go spokojnie widzieć. Zauważyłem, jak podniósł swój wzrok i długo patrzył na mnie. Był to jeden ze szczęśliwszych dni w moim życiu. Poznałem Świętego. Ksiądz Bosko dostrzegł w mojej duszy coś, co tylko Bóg i on mogli wiedzieć”.

Tato, ja nie czuję powołania!

Prawie trzynastoletni Alojzy przybył do szkoły na Valdocco w towarzystwie swego ojca. Ojciec, człowiek wykształcony, z wielkim wyczuciem sprawy mówił synowi o możliwości zostania księdzem. Wówczas chłopiec odpowiedział: „Tato, ja nie czuję powołania!”. „Maryja Wspomożycielka sprawi, że będziesz je czuł. Bądź dobry i ucz się!” Po wejściu w nowe środowisko Alojzy chętnie przebywał na placu codziennych rekreacji. Z zaciekawieniem słuchał wszystkiego, co mówiono o księdzu Bosko. Nieoczekiwane spotkanie się wzrokiem z księdzem Bosko sprowokowało, że w Alojzym zakiełkowała myśl o powołaniu do Zgromadzenia Salezjańskiego i do kapłaństwa. Chłopiec przekonał się, że jego ojciec miał rację.

"Serce ściska i łzy napływają do oczu"

Nowicjat rozpoczął w 17 roku życia. Nowicjuszy było 138. Postnowicjat odbył na Valsalice. W wieku 19 lat wyjechał do Kolumbii, by pracować wśród trędowatych w Agua de Dios. Kleryk Variara poczuł się tam bardzo dobrze. Jego zamiłowanie do muzyki i do teatru pozwoliły mu wnieść nowego ducha do tego „miasta cierpienia”. Radosną nowością znalezioną w Agua de Dios była początkująca orkiestra dęta, która przynosiła ulgę trędowatym. Kleryk Alojzy Variara pisał: „Liczy sobie zaledwie trzy miesiące życia, ale poczyniła już wielkie postępy. Młodzi muzycy – z nielicznymi wyjątkami – są ludźmi trędowatymi: ściska serce i łzy napływają do oczu, widząc tych biednych, jak całe dni spędzają, wdmuchując w instrumenty trochę tego zadęcia, jakie mają”.

Droga, która zaprowadziła na wygnanie

7 maja 1905 roku założył Zgromadzenie Córek Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. Nowością Zgromadzenia Córek Najświętszych Serc Jezusa i Maryi było to, że w przeciwieństwie do innych powstało ono dla dziewcząt dotkniętych trądem i zdrowych, ale z rodziców chorych na trąd. Niestety inicjatywa założenia zgromadzenia stała się powodem sprzeciwu wielu wobec młodego jeszcze założyciela. Przede wszystkim w Zgromadzeniu Salezjańskim, ale nie tylko. Założyciel zaledwie przekroczył trzydziesty rok życia. Był to pierwszy przypadek współbrata, który bez obawy, że rzuci cień na księdza Bosko założyciela, sam odważył się zostać założycielem. Na szczęście ks. Variara, oprócz osobistej refleksji i modlitwy, radził się swojego dyrektora wspólnoty i proboszcza. Współczucie dla trędowatych złączyło ich siły w tworzeniu dzieła, które spotkało się z krytyką. Mimo wsparcia udzielonego mu przez miejscowego przełożonego, ks. Variara wszedł na wieloetapową drogę kalwaryjską, która zaprowadziła go na swego rodzaju wygnanie. Już do końca życia inspektor posyłał go do pracy w różnych odległych od Agua de Dios wspólnotach salezjańskich. Decyzja ta być może przyczyniła się do tego, że Zgromadzenie Córek Najświętszych Serc Jezusa i Maryi posiada dzisiaj pisma swojego założyciela, których by nie posiadało, gdyby pozostał w miejscu narodzenia się zgromadzenia.

Zmarł 1 lutego 1923 r. w wieku czterdziestu ośmiu lat.

14 kwietnia 2002 r. Jan Paweł II ogłosił błogosławionym księdza Alojzego.

Źródło
Udostepnij