Salezjanie Księdza Bosko w Polsce

Amerykanie w Mińsku: Zapalać serca swoimi pasjami

31 lipca 2016 r. -- Redakcja
Niby wiemy, co jest dobre w życiu, gonimy za pięknymi ideałami – a może raczej tęsknimy i poszukujemy okazji do ich realizacji. Ale czy trzeba szukać okazji, czy raczej ją tworzyć? Zdecydowanie tworzyć!

Od trzech lat na terenie Mińska Mazowieckiego i w jego okolicach pojawiają się goście, którzy w swoim życiu tworzą okazję do dzielenia się tym, co ich określa w życiu codziennym. To wolontariusze z Fundacji Kościuszkowskiej z USA.

Jak w poprzednich latach przylecieli , aby poświęcić swój urlop, pieniądze i podzielić się z młodymi Polakami radością, którą jest uczenie, przekazywanie swoich zainteresowań. Osiemnastu wolontariuszy przez dwa tygodnie w dniach 18-29 lipca br. prowadziło zajęcia z dziećmi i młodzieżą, ucząc języka angielskiego, przekazując doświadczenie amerykańskiej kultury oraz osobiste zainteresowania. W organizację tegorocznej edycji warsztatów językowych włączyły się Szkoły Salezjańskie i Zespół Szkół Ekonomicznych. Od poniedziałku do piątku w godzinach 7.45 – 16.30 na terenie „Ekonoma” odbywały się zajęcia.

Wakacyjnie spokojne korytarze szkolne wypełniał gwar osiemdziesięciorga dzieci i młodzieży oraz entuzjazm zarówno wolontariuszy z Polski (nauczycieli i uczniów szkół organizatorów ), jak i wspomnianych gości, zaproszonych przez Fundację Kościuszkowską.

Czy warto było zaangażować się, przygotowując przez cały rok te dwa tygodnie zajęć wakacyjnych dla mińskiego młodego pokolenia? Odpowiedź poznamy z pewnością za kilka lat. Dzisiaj można napisać tylko (lub aż) o pewnych przesłankach. Pobudka poranna, aby być o 7.45 w szkole nie była dla nikogo „utrapieniem”. Intensywna praca do godz. 16.30 nie stanowiła problemu. Widok pełnych wypieków, zmęczonych twarzy uczestników spotkania dopełniały słowa „fajnie było”, „jutro też przyjdę”. Do tego zakończenie dwutygodniowych spotkań i łzy serdeczności, które cisnęły się do oczy najmłodszych, co normalne, gdy rozstajemy się z KIMŚ lubianym, a z nie mniejszą intensywnością te same krople dopominały się miejsca w oczach wolontariuszy z USA.

Czemu o tych dniach wspominam? Zaangażowanie jednej osoby z Polski i roczne przygotowanie przyniosły radość tylu sercom. Z każdym dniem trwania zajęć coraz liczniejsza grupa rodziców odrzucała obawę związaną ze znajomością j. angielskiego i zastępowała ją odwagą i rodnością z tego, co dzieciaki robią dobrze: gotowania pierogów, pieczenia smakołyków, przygotowywania wielu wspaniałych potraw, zaproszenia wolontariuszy z USA do siebie. Piękno tych dwóch tygodni to zapalenie serc do dzielenia się swoimi pasjami z innymi. Dzielę się tym, co mnie cieszy i sprawiam radość innym oraz sobie.

Tagi