Salezjanie Księdza Bosko w Polsce

Uczniowie „wykluczeni”?

31 sierpnia 2016 r. -- Redakcja
Od kilkunastu lat w ostatnią niedzielę sierpnia spotykają się w Różanymstoku wychowankowie naszego byłego gimnazjum, brutalnie zamkniętego przez komunistów w 1954 r. Z roku na rok uczestników tego spotkania jest coraz mniej.

Są w naszym kraju „żołnierze wyklęci”. To zwrot w pełni zastrzeżony i coraz bardziej rozpoznawalny. Jest to temat ważny, chociaż w pewnym sensie nowy, odkłamujący naszą historię. Mamy coraz większą świadomość i wiedzę o własnych dziejach, trudnych, bolesnych. Poznajemy nazwiska tamtych osób, ich historie, miejsca pochówków, przywracamy należną im pamięć, oddajemy właściwą bohaterom cześć.

Patrząc jednak szerzej na lata pięćdziesiąte minionego wieku, mamy również coraz większą świadomości tego, że są to również czasy dotyczące bezpośrednio naszych salezjańskich byłych wychowanków. Niestety, jak się okazuje – naszych „uczniów wykluczonych”! Są to bowiem ostatnie roczniki, które w latach stalinowskiego terroru kończyły nasze gimnazja, licea lub niższe seminaria. I właśnie dlatego, że były to szkoły salezjańskie – katolickie, byli oni w tamtych latach szczególnie piętnowani, spychani na margines społeczny, nieprzyjmowani do wyższych uczelni lub pracy oraz dyskryminowani, pomimo swoich intelektualnych kompetencji oraz nieprzeciętnych talentów. Słowo salezjańskie na świadectwie rocznym lub maturalnym niestety zamykało drogę naprzód. Dotyczyło to naszych absolwentów z lat pięćdziesiątych. Lat przeklętych, jak oni sami mówią o tamtych czasach.

Od kilkunastu lat w ostatnią niedzielę sierpnia spotykają się w Różanymstoku wychowankowie naszego byłego gimnazjum, brutalnie zamkniętego przez komunistów w 1954 r. Operacją zamykania zakładu, rozpędzenia uczniów i wywiezienia salezjanów i salezjanek dowodził osobiście Mieczysław Moczar. Z roku na rok uczestników tego spotkania jest coraz mniej. Średnia wieku to osiemdziesiąt pięć lat. W tym roku (2016) na zjazd przyjechało już tylko piętnaście osób. Wielkim nieobecnym spotkania był ks. infułat Stanisław Strzelecki z Białegostoku, którego Bóg w tym czasie odwołał do wieczności.

W programie naszego święta jest Msza Św. przed cudownym obrazem Matki Bożej. Potem, spotkanie przy stole – wiele wspomnień, wyrazów wdzięczności i podziwu wobec ówczesnych salezjanów. Są sprawy bieżące, troska i miłość o Ojczyznę, sagi rodzinne, zdjęcia, ustalanie faktów. Ale zawsze pojawia się wspólny mianownik – owa marginalizacja w latach pięćdziesiątych.
– Po takiej szkole niech pan szuka pracy na wagonach.
– Przyjąłbym panią na księgową, bo sam kończyłem szkołę w Różanymstoku, ale nie wiem, czy pani mnie nie wyda.
– Po takiej szkole nie może pan zrobić kariery na naszej uczelni – docent to maksimum.
– Panie, po takiej szkole to spier… pan z tego kraju!
Te wypowiedzi to tylko niektóre z wielu.

Czyż Oni nie zapłacili cenę za swój wybór? Wybór wartości i drogi salezjańskiej edukacji?
Patrzyłem z podziwem!
Bogdan Rusiecki – ostatecznie dyrektor dwóch szkół na Podlasiu.
Mieczysław Czajkowski – poeta, prozaik, pisarz, przyjaciel bł. Michała Sopoćki. Właśnie wręczył mi swoją ostatnią książkę: Uśmiech Miłosierdzia.
Anna – przyjechała specjalnie z Kanady.
Ks. Jerzy oraz ks. Ignacy – „salezjańskie BWS-y” pracujące do dzisiaj w Różanymstoku.
Jan – wywłaszczony arystokrata.
Stanisław – nauczyciel historii, najstarszy, dziewięćdziesiąt trzy lata.

Takie spotkania uczą pokory wobec historii i szacunku wobec żyjących świadków ówczesnych dramatycznych wydarzeń.

Cześć i Chwała Bohaterom, także tym salezjańskim!

Sosna

Tagi