Przejdź do treści

Wiadomości

Salezjanin to synonim życia dla innych

  • 12 marca 2021 r.

“Salezjanin to synonim życia dla innych. I takich ich tutaj znamy. I takimi są. I w taki sposób żyją”.

Moi wierni przyjaciele, piszę do was  z sercem pełnym wzruszenia z powodu tego, czego doświadczyłem w czasie uroczystości św. Jana Bosko. Chcę wam powiedzieć o dwóch faktach; pierwszego z nich byłem świadkiem, a drugiego – adresatem. Oba uświadomiły mi, jak wielkie może być ludzkie serce.

29 stycznia wieczorem na Valdocco, w Bazylice Maryi Wspomożycielki znajdowałem się ławce w jednej z naw, biorąc udział w czuwaniu modlitewnym w przededniu święta naszego ukochanego Ojca. 

Czuwanie prowadziła czwórka ludzi młodych, którzy brali udział w spotkaniu zorganizowanym przez Stolicę Apostolską na temat “Ekonomia Papieża Franciszka”. Mowa tu o młodych przedsiębiorcach, którzy postrzegają ekonomię nie jako środek wzbogacenia się, zubożający nawet innych, ale w perspektywie sprawiedliwości i solidarności. I dwójka z tych młodych ludzi podzieliła się swoim świadectwem życia, które wychodziły daleko poza zarządzenie gospodarcze. Pierwszy z nich powiedział, że  dwa lata temu zmarł mu ojciec i jego matka chciała uczynić coś znaczącego ku pamięci swojego ukochanego męża. Stąd też zdecydowała się, poza tym, że miała własne dzieci, przyjąć do domu dwóch małoletnich imigrantów, którzy przebywają we Włoszech, co nie było spowodowane żadnymi więziami emocjonalnymi czy pokrewieństwe. Ten młody człowiek powiedział, że oni, jako dzieci tej kobiety, byli pod wielkim wrażeniem decyzji i odwagi ich matki, która była przekonana co do tego, że tak właśnie powinna dzisiaj żyć Ewangelią, czyniąc to w konkretny sposób.    

Drugie świadectwo łączy się z młodą kobietą, która, poza tym, że jest kobietą biznesu, która odniosła sukces, zdecydowała się być opiekunką małoletniego Senegalczyka, by pomóc mu w tych latach jego wzrastania, wykształcić się i przygotować do życia. 

Byłem pod wrażeniem, ponieważ to właśnie oznacza “żywa Ewangelia, bez słodziku”. Potwierdza to, iż również dzisiaj można żyć w ten sposób. I niewątpliwie wielu z was tak żyje, każdy na swój sposób, prosto i konkretnie. 

List z “końca świata”

I by pozostać konkretnym, chcę z wami podzielić się jeszcze innym świadectwem, które potwierdza to, co zostało w moim sercu. Mówiłem wiele razy: w świecie takim jak nasz, niewątpliwie bardzo złożonym i z wieloma fikcyjnymi i mrocznymi mocami, konieczne jest również ukazanie dokonanego dobra. Ksiądz Bosko to czynił każdego dnia.   

Kilka dni temu otrzymałem list, jeden z niewielu, w których nie ma żadnych skarg i o nikim nie mówi się źle (narzekanie jest obecne wszędzie…). Jest to świadectwo młodej kobiety, która przez wiele lat żyła w środowisku salezjańskim, które zmieniło jej życie na lepsze. Jego przesłanie pocieszyło mnie i dodało otuchy. Chcę podzielić się nim z wami, abyście również i wy mogli posłuchać czegoś, co koi, a nie drapie.

Oto co pisze ta młoda kobieta:

Drogi Księże Angel, gdy tylko znalazłem okazję, by do Księdza napisać, chcę powiedzieć o kilku rzeczach. Tutaj, gdzie mieszkam, salezjanie są wspaniali: pocieszają cierpiących, dodają otuchy tym, którzy czują się samotni, zawsze znajdują czas na wysłuchanie drugiego; zachęcają, abyśmy wierzyli, ufali, pokładali nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. Uspokajają dusze w najbardziej gorzkich godzinach i cieszą się z naszych radości jak z własnych. Księże, proszę mi wierzyć, tak naprawdę jest, nie kłamię. Całe moje życie „oświecał” charyzmat salezjański. Najpierw w małym mieście, w którym otwarto pierwszy dom salezjański w Ameryce, a od kilku lat w Rosario, dużym i pięknym mieście. Tutaj, w domu «San José», pracuję w szkole i uczestniczę czynnie w życiu parafii.

Wiem, co mówię. Nasz dyrektor zna każdego ucznia po imieniu. Umie towarzyszyć w radości i bólu każdemu z nich. Wiele naszych dzieci przeżywa bolesne i trudne historie: uczniowie z białaczką, zmarli rodzice, przemoc w rodzinie i wiele innych nieszczęść. Dyrektor zna ich i obejmuje słowami i sercem. A inny salezjanin wprawia kościół w wibrację każdej Eucharystii. Ksiądz X, mimo że jest już w podeszłym wieku, spotyka się ludźmi młodymi, opowiadając im historie z dawnych dobrych czasów. W innym domu salezjańskim w tym mieście niestrudzenie szukamy, wraz z księdzem X, najlepszej metody uczenia czytania i pisania dzieci z pierwszej klasy. Jest tylu salezjanów, których powinnam wymienić ...

W minioną sobotę przejechałam 1500 kilometrów, aby spotkać się z księdzem X, który przebywa w domu opieki dla salezjanów „Artemides Zatti”. Chciałam mu przypomnieć, jak bardzo jest nadal kochany i odwdzięczyć się mu za wszystko, co dla nas zrobił. Zjadłam z nim obiad. Wzruszył się się, zrozumiał, że naprawdę warto dawać życie innym.

Salezjanin jest synonimem życia dla innych. Tak ich tutaj znamy. Tacy są. Tak właśnie żyją. „Jesteśmy na świecie dla innych” - mówi nam zawsze ksiądz X, parafrazując Księdza Bosko. Dlatego na  podwórkach naszych szkół jest coś w powietrzu, w atmosferze, niewidzialne, ale namacalne, co ma związek z radością, nadzieją, świętością.

Radosnego święta Księdza Bosko, drogi Księże Generalne. Modlę się za was i za każdego salezjanina, który daje nam odczuć, że Ksiądz Bosko żyje, że zawsze był i nadal jest z nami. Jeszcze raz życzę radosnego święta i błogosławieństwa wszystkim”.

Nie podałem imienia pani, żeby nie wprawić ją w zakłopotanie. I niech nikt nie myśli, że przytoczyłem ten list tylko w tym celu, aby “zrobić reklamę”. Jesteśmy w jednej rodzinie i nie mam zamiaru robić czegoś takiego.

Ale nie chcę przemilczeć tego, co ma w sobie świeżość prawdy, a nawet radość, jaką daje świadomość, że tak wielkim dobrem promieniuje w świecie stare i młode serce salezjańskie.

Mówię po prostu: Valdocco z Księdzem Bosko to było właśnie to, o czym mówi ta młoda kobieta. Jakaż radość, kiedy się słyszy, że jest wiele domów, które mają „zapach Valdocco”.

Życzę Wam wszystkiego najlepszego. Niech wasze serca również będą „wielkie jak brzegi morza” i zawsze otwarte na nadzieję.

Autor

infoans

Źródło

InfoAns


Udostepnij